GD_IMG_8922_F_BW

Billie Joe Armstrong o Revolution Radio – wywiad z magazynu Rolling Stone

Dwa lata temu Billie Joe Armstrong jechał autem przez Manhattan, kiedy natrafił na tłumy protestujących. Zbulwersowani decyzją sądu najwyższego Missouri o niepostawieniu w stan oskarżenia policjanta po zabójstwie Michaela Browna wypełnili ulice i zatamowali ruch uliczny, tworząc korki na wiele mil. To zainspirowało Armstronga. „Wyszedłem z samochodu i podążyłem za ludźmi”, mówi. „To była podróż, w której mogłem zobaczyć ludzi buntujących się przeciwko staremu porządkowi”.

To wydarzenie zainspirowało do stworzenia tytułowej piosenki nowego albumu Green Day’a Revolution Radio (premiera 7 października), zestawu piosenek o chaosie panującym w Ameryce w 2016 roku. To nie sztywny, polityczny concept album jak American Idiot, są tam również bardziej osobiste piosenki jak „Ordinary World”, słodka ballada na zakończenie płyty. Jednakże większość z piosenek dotyka problemów społecznych: „Still Breathing” jest takim gorzkim przeglądem, cytując za Armstrongiem „od życia ćpuna przez życie hazardzisty, życie samotnej matki do życia żołnierza, aż do momentu, gdzie w pewien sposób wszyscy jesteśmy powiązani”. Największą prowokacją jest singiel „Bang Bang”, z tekstem z perspektywy sprawcy masowej strzelaniny.

Revolution Radio jest pierwszym albumem Green Daya od kiedy Armstrong poszedł na odwyk w 2012 roku z powodu uzależnienia od leków na receptę, zmuszając zespół do przesunięcia dziesiątek koncertów na samym początku promocji Trylogii: iUno!, iDos!, iTre!. Armstrong wrócił do zdrowia, ale  zespół został odciągnięty od pracy przez kolejne nieszczęścia. W 2014 żonie basisty Mike’a Dirnta, Brittney zdiagnozowano raka piersi. Niedługo potem wykryto nowotwór migdałka u Jasona White’a, muzyka koncertowego. Rozmowy o następcy dla Trylogii ucichły. Szczęśliwie do końca 2015 roku choroba obojga cofnęła się, a Green Day rozpoczął prace nad swoim albumem w studio w Oakland, produkując samodzielnie po raz pierwszy od nagrywania „Warning” w 2000 roku.

Rozmawialiśmy z Armstrongiem o Revolution Radio, trudnych dla zespołu latach, mieszanym przyjęciu iUno!, iDos!, iTre! oraz nadchodzącej trasie koncertowej.

 

Nie było was przez cztery lata. Czy planowaliście tak długą przerwę?
To się po prostu wydarzyło. Tak wyszło. Nie staraliśmy się zaczynać niczego zbyt wcześnie. Nie było hasła „okej, zaczynamy nagrywać!”. Dzień po trasie iUno!, iDos! iTre! zaczęliśmy naszą przerwę. W życiu każdego z nas działy się różne sprawy, a potem nagle okazało się, że mam kilka piosenek zupełnie znikąd i tak to się zaczęło.

Jaka piosenka rozpoczęła ten ciąg wydarzeń?
Przeniosłem się do nowego studio, które stworzyłem w Oakland i zacząłem bawić się różnymi riffami. Pierwszą piosenką, na którą zareagowałem „Okej, mam coś” było „Bang Bang”. A później utwór otwierający płytę, czyli „Somewhere Now”. Zacząłem nagrywać demówki i pokazałem je Mike’owi i Tre. Taki test. A oni je kompletnie pokochali.

Kiedy to się stało?
Dwa lata temu

Co z pozostałymi dwoma latami, kiedy nieszczególnie zajmowałeś się pisaniem?
Grałem w filmie „Geezer” i stworzyłem do niego „Ordinary World”. Później napisałem muzykę do sztuki „These Paper Bullets”. Nigdy nie przestałem tworzyć. Nagrałem też album z Norah Jones.
Ale podejściem do tej płyty było niepodchodzenie do niej. Wszystko tak jakby samo się działo. Byłem zaangażowany w te różne projekty, rozwijałem nieco skrzydła i wtedy nagle poczułem inspirację do napisania piosenki „Bang Bang”. To się po prostu stało.

Poprzednie trzy nagrania były niesamowicie ambitne. Rozumiem, że teraz chciałeś zmienić nieco podejście.
Tak, myślę, że właśnie wkroczyłeś w nieznane. iUno!, iDos! iTre! było jak twórcza maszyna, która pracowała niezależnie od tego, co się działo. Nawet do momentu, w którym przepychaliśmy na siłę materiał. Tym razem było dokładnie odwrotnie, pozwoliliśmy życiu się toczyć i zobaczyć, co się stanie.

Na tych albumach jest tyle świetnych piosenek. Po prostu myślę, że dla niektórych ludzi to było za dużo do przetrawienia na raz.
Myślisz?! [wielki śmiech]. Uważam, że jest tam kilka naprawdę dobrych utworów. Gdybym mógł je nagrać jeszcze raz, prawdopodobnie bym to zrobił… Założeniem było zrobić zupełnie z marszu bardziej surowe nagranie, a wyszło coś zupełnie odwrotnego, ale lubię te piosenki. Było zabawnie to nagrywać.

Porozmawiajmy o inspiracji do stworzenia „Bang Bang”. Nie chcę wkładać słów w twoje usta, ale to brzmi jak spojrzenie z perspektywy masowego snajpera.
Tak. To piosenka o zjawisku masowych strzelanin, które zdarzają się w Ameryce, zmiksowanym z narcystycznymi mediami społecznościowymi. To jest taka manifestacja gniewu, a teraz w dodatku wszystko jest filmowane i wszyscy jesteśmy inwigilowani. Dla mnie to zagmatwane. Dostać się do umysłu kogoś, kto jest tak pojebany. To mnie przeraża. Gdy to napisałem, chciałem o tym zapomnieć, bo tak mnie przeraziło.

Czy twoim celem było dostać się do głowy postaci i zrozumieć jego szalone powody dla zrobienia czegoś tak okropnego?
Nie powiedziałbym nawet, że chciałem to zrozumieć. Po prostu chciałem rozpracować postać. Nie wiem, dlaczego ktoś chciałby zrobić coś tak strasznego, bo ja nigdy bym tak nie postąpił. Jest to również sposób na ukazanie części tego zjawiska bez popadania w pretensjonalność.

Pracowałeś nad swoimi albumami z zewnętrznymi producentami przez ostatnie dwadzieścia lat. Dlaczego akurat ten zdecydowałeś się wyprodukować sam?
Dla nas było to coś w stylu „Zbierzmy się we trójkę z naszym dźwiękowcem Chrisem Duganem i po prostu zróbmy to sami”. Tym razem chcieliśmy czuć wolność polegania tylko na sobie. Nie było żadnego pośrednika i byliśmy zmuszeni być tam sami ze sobą. Więc to było naprawdę interesujące, zobaczyć jak wszyscy razem współdziałamy. Myślę, że bębny Tre’a na tej płycie są najlepszymi, jakie nagrał; mogę to samo powiedzieć o basie Mike’a. Wspiął się na wyżyny swoich umiejętności muzycznych jako basista. Brał nawet lekcje. Wspaniale było patrzeć jak rozkwita przy tych ścieżkach basowych.

W pewnych momentach to musiało być wyzwaniem, ponieważ zawsze pracowaliście z Robem Cavallo lub Butchem Vigiem.
Cóż, ciężko jest zaaranżować piosenki bez czynienia ich nudnymi czy sztampowymi. To ta trudna część. Produkcja i dodawanie różnych rzeczy jest częścią przyjemną. To dotarcie do momentu, gdzie tekst i aranżacja stwarzają wrażenie, że do siebie pasują. Jak układanie puzzli.

Na nowej płycie dużo gram smyczkiem na gitarze, trochę jak Jimmy Page. Wszyscy mówili „O mój Boże, nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak robił”, ale była to po prostu strunowa aranżacja z użyciem smyczka w piosenkach „Outlaws” i „Forever Now”.

Niektórzy fani odczytają „Still Breathing” jako piosenkę o twoich osobistych problemach z ostatnich kilku lat, ale przesłanie wydaje się być bardziej uniwersalne niż twoja prywatna historia.
Taki miałem zamiar. Nie chciałem być samolubny [śmiech]. Wolę pisać coś, gdzie moje oczy patrzą gdzieś w przód, a nie do wnętrza mnie. Mam nadzieję, że to uszczęśliwi ludzi i stworzy pewną różnicę, tak by ludzie mogli odnaleźć samych siebie w tej piosence.

Czy walka z rakiem żony Mike’a i Jasona odegrała jakąś rolę w tworzeniu albumu?
Nie wydaje mi się, żebym próbował napisać coś konkretnie o nich, ale oczywiście wraz z upływem czasu myślałem: „Cholera jasna. Życie się toczy i może być naprawdę ciężkie”. Więc myślę, że to odbiło się na płycie. Ale nigdy nie byłbym tak płytki, by pisać piosenkę o czyimś kryzysie rodzinnym czy czymś takim.

Takie wydarzenia musiały spowolnić cały proces.
Tak, nie robiliśmy [wtedy] nic. To znaczy, tamte wydarzenia były na pierwszym miejscu. Ci ludzie są dla mnie członkami rodziny. Nie chciałem zmuszać nikogo do niczego. Nie ma sensu. Nie chciałem niczego robić. To jak utrata kończyny. Nie mogę być kreatywny, wiedząc co się dzieje i nie mógłbym mieć na tyle śmiałości, by próbować coś tworzyć w takiej sytuacji.

Jak muzyka tej płyty łączyła się w całość?
To działo się samo. To znaczy, szczerze mówiąc poszedłem do mojego studia OTIS, wziąłem mojego Marshalla i Les Paula Juniora, podłączyłem i pomyślałem: „Zacznijmy od tego”. I tak to właściwie poszło. Podczas nagrywania chciałem czuć inny charakter perkusji. Myślę, że przez pierwszy tydzień przerobiliśmy, powiedzmy, cztery różne bębny basowe, by znaleźć ten jeden, który brzmi nietypowo. I pracowaliśmy nawet z tom-tomami. To takie trochę nerdowskie.

Jak długo trwał cały proces?
Powiedziałbym, że prawdopodobnie około pięciu czy sześciu miesięcy. Ale wyznaczaliśmy sobie czas od południa do siedemnastej. Nie chcieliśmy zarywać nocek ani nic w tym stylu.

Wspominałeś, że inspiracją dla „Revolution Radio” było zobaczenie protestu w Nowym Jorku. Możesz powiedzieć coś więcej o tym?
Oglądałem kontrolowany chaos, rozszerzający się na cały kraj. Miałem wrażenie, że ludzie nie chcą czuć się bierni w sprawach, które są nam bliskie. Mniej więcej o tym jest ta piosenka.

Jest jakiś temat przewodni albumu?
To ciekawe. Te utwory zostały napisane przed wyborami prezydenckimi. Używam wielu przenośni, wyolbrzymiam rzeczy, jak każdy dobry punkowiec robić powinien. I było ciekawie zobaczyć, jak piosenki w stylu „Bang Bang” i „Say Goodbye” przechodzą z metafory w rzeczywistość. Właśnie tego nie mogłem ogarnąć umysłem. To było jak przewidywanie przyszłości, na swój sposób.

O czym jest „Too Dumb To Die”?
Ta akurat jest bardziej osobista. Jest o dorastaniu w klasie robotniczej, nie mając pojęcia, jak będzie wyglądać przyszłość, i o byciu jarającym zioło dzieciakiem. Jest tu też nawiązanie do mojego ojca, który był kierowcą ciężarówki, do oglądania go w szeregu protestujących. Pamiętam, że mój ojciec często strajkował. Ta piosenka oddaje myśli w stylu: „Czy naprawdę coś się zmienia?”

„Ordinary World” jest miłym akcentem na zakończenie.
Po całym chaosie, jaki znajduje się na albumie, nieważne czy chodzi o pop-kulturę czy o aplikacje, jakich używany, wszystko staje się takie skomplikowane. W pewnym momencie chcesz czegoś prostego. Mniej więcej o tym jest „Ordinary World”.

Album ma premierę na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi. Czy ma na celu odzwierciedlić chaos tej chwili w historii?
 Mogę brać pod uwagę jedynie swoje osobiste obserwacje, ale jest to najbardziej chaotyczna kampania prezydencja, jaką widziałem. To takie szalone, że nie mam nawet zamiaru dodać do tego jeszcze więcej zniewag czy gniewu. Chciałbym jedynie zwrócić na to uwagę. To pierwszy raz, kiedy w czasie kampanii ludzie żerują na strachu lub wściekłości, uruchamiając w nas przy tym reakcję walki lub ucieczki. Wszyscy wariują. Żadna ze stron, nikt nie potrafi dojść ze sobą do porozumienia, bo wszyscy utknęli w tym strachu lub wściekłości i nie ma nic pomiędzy. Krótko mówiąc, to jest to, co przekazuje ta płyta, ale ja staram się patrzeć na to przez pryzmat siebie jako również części problemu.

Czy nie możecie się doczekać, aby zagrać te piosenki na żywo?
Oczywiście! Prawdopodobnie wkrótce ogłosimy jakieś koncerty.  Mierzyliśmy się już z nimi na próbach w garażu, brzmią świetnie. Jason White, Jason Freese i Jeff Matika znów są z nami i na nowo wróciliśmy do gry.

Tęskniłeś za życiem w trasie? To była jedna z najdłuższych przerw w waszej karierze.
Niesamowicie za tym tęskniłem, nie mogę się doczekać. Trudno jest wrócić do domu i nie robić kompletnie nic, bo, szczerze powiedziawszy, zaczynasz czuć się jak bezrobotny. Tak jakby starasz się odnaleźć cel swojego życia. To najtrudniejsza kwestia w życiu „między płytami”. Kiedy bierzesz przerwę, bierzesz przerwę od czegoś, co w pełni kochasz. To nie jest jak urlop, kiedy nie lubisz swojej pracy i tylko myślisz „Boże, potrzebuję przerwy!”. To trudne! Na początku jest świetnie, myślisz „O, tak, mogę robić wszystko, co mi się podoba”. A potem nagle, kilka tygodni później dopada cię „Dobra, a co teraz będę robić?”. Wszyscy się tak poczuli.

Kiedykolwiek widzę wasze koncerty, jestem zaskoczony, widząc tylu młodych ludzi.
To bardzo rzadko się zdarza, ale nam się udało. Nie wydaje mi się, aby którykolwiek z artystów tak dobrze przekonywał do siebie młodych fanów jak my. Szczerze, nie chcę wyjść ani trochę na aroganckiego, ale to jest coś, co zaobserwowałem przez wiele lat. Zawsze masz „turnus” ludzi w wieku od 15 do 20 lat i nagle dziesięć lat później, spotykasz fanów, oni podchodzą do ciebie i mówią „Cholerne Dookie było moją pierwszą płytą” albo „[American] Idiot był moim pierwszym albumem”, albo „Nimrod był moją pierwszą płytą”. Jestem pewny, że to zdarzy się znowu. Za każdym razem, kiedy coś wydajemy, tak się dzieje, to przegenialne!

Cynicy zawsze mówią „rock jest martwy”. Na waszych występach tego nie czuć.
To stwierdzenie nad wyrost, rzecz absurdalna przy rozmowie o jakimkolwiek gatunku muzyczny. To jak powiedzieć „Powietrze jest martwe” lub „Woda jest martwa”. Nie rozumiem, dlaczego ludzie tak mówią.

Zdaję sobie sprawę, że zespół miał swoje ciężkie chwile przez ostatnie cztery lata. Jak czujesz się z tym, że cały album jest gotowy, a wy przygotowujecie się na trasę?
Szczerze, czuję się lepiej niż kiedykolwiek w życiu. Jestem wdzięczny, że mam zespół, z którym przetrwałem ponad dwadzieścia pięć lat, dwudziestodwuletni związek. Moi przyjaciele czują się dobrze, to wspaniali ludzie i uwielbiam spędzać z nimi czas. Zawsze mówią, że uwielbiają się ze mną spotykać [śmiech]. Wszystko jest w porządku. To idealny czas na trasę, płytę.

Patrzysz optymistycznie na przyszłość naszego kraju czy też jesteś zaniepokojony, że zmierzamy w nieodpowiednim kierunku?
Myślę o tym optymistycznie, szczerze powiedziawszy. Wiele z tego, czym medialne korporacje „powlekają” wiadomości, ma na celu rozdmuchanie całego tego gówna. To jak reality-show w stylu „Zobaczcie w co zmieniła się ta kampania prezydencka”. A teraz spójrz na inne zjawiska i ruchy, które się narodziły. Bernie Sanders poruszył nową strunę, nie tylko jako kandydat zmarginalizowanych, on „włamał się” do samego Waszyngtonu. To może sprawić, że młodzi ludzie zaczną głosować rozsądnie lub startować na rzędy w ich miastach. Myślę, że przez kolejne dziesięć lat wiele może zmienić się w tej „grze” politycznej.

Masz jakieś oczekiwania, co fani wyniosą z „Revolution Radio”?
Cholera, człowieku. Nie mam pojęcia. Liczę, że po prostu się im spodoba. Chciałbym, aby śpiewali razem z nami, kiedy my będziemy śpiewać razem z nimi.

Źródło: http://www.rollingstone.com/music/features/billie-joe-armstrong-on-green-days-topical-new-lp-w433483

Tłumaczenie: Jaszczurka, Sweetie

Jaszczurka

Twierdzi, że została przeznaczona Green Day’owi w dniu narodzin, ponieważ przyszła na świat w roku wydania Dookie. Kiedy nie wyżywa się literacko, pisząc artykuły na stronę, studiuje medycynę weterynaryjną. Jej życiowy cel to przybicie piątki z Jeffem. Kontakt:

  • Krzysztof Bryja

    Genialne tłumaczenie, wielkie dzięki