katvond

Kat von D o tatuażu Billie’ego Joe – fragment książki „Go Big or Go Home”

katvondIm starsza się staję, tym więcej wydaję się mieć tego, co ludzie nazywają „szóstym zmysłem”. Inni nazywają to wewnętrzne poczucie wiedzy intuicją, albo nawet telepatią. Naprawdę nie wiem co to jest i nie bardzo próbuję to zdefiniować. Jednak bycie silnie świadomym, w którą stronę kieruje mnie wszechświat, sprawia, że łatwiej idzie się naprzód. Ostatnio ufam temu uczuciu: jeśli czuję się zmuszona by podjąć pewne działania, nie pytam dlaczego, po prostu je podejmuję. W każdym razie nie sądzę, aby walka z tymi uczuciami była ważna; ważniejsze jest by słuchać siebie i iść z prądem.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie, czy mógłby polecić mnie Billie’emu Joe Armstrongowi w sprawie tatuażu, który chciał sobie zrobić, czułam się zupełnie komfortowo podając mój numer. Billie Joe i ja skontaktowaliśmy się [ze sobą] i po kilku wymienionych wiadomościach, w których on opisał swoją wizję tatuażu, byłam pewna i podekscytowana, aby to zrobić.

bjtatNajbardziej stresującą rzeczą było to, że wcześniej Billie Joe obiecał sobie, że kiedy osiągnie czterdziestkę, zapełni puste miejsca na swoim ramieniu tatuażami, nad którymi będzie mógł się chwilę zastanowić. Jego czterdzieste urodziny były dla niego bardzo ważne, ponieważ osiągnął szczególny cel. Jedynym problemem było to, że Green Day był bliski nagrania kolejnego albumu i to nie pozostawiało mu czasu, by polecieć z Oakland, gdzie mieszka, do Los Angeles, by zrobić tatuaż – nawet jeśli nie byłaby to zbyt długa wycieczka.

Nie tatuowałam poza murami mojego komfortowego studia od czasów jego wielkiego otwarcia pięć lat temu i wolę tego nie robić. Wszystko czego potrzebuję mam w High Voltage: moją ekipę, mój sprzęt i materiały, moją muzykę i całe to inspirujące środowisko. Wymiana tego na coś co najprawdopodobniej miało być niekomfortową przestrzenią w czyimś domu, czy hotelu poza miastem nigdy nie było dla mnie czymś atrakcyjnym. Ale coś mówiło mi, że muszę udać się do Oakland. Nie wiedziałam co to dokładnie było, ale po prostu czułam, że jest coś, co muszę usłyszeć od Billie’ego Joe – i to mogłoby się stać tylko gdybym tam poleciała i zrobiła mu tatuaż. Stąd bez mówienia mu – albo komukolwiek innemu – dlaczego zdecydowałam się go wytatuować, poleciałam do Oakland.

Billie Joe wysyłał mi w mailach pliki, albo odnośniki zawierające pomysły, elementy i zdjęcia jego już istniejących tatuaży. Miejsca, które miałam tatuować były dużymi pustymi przestrzeniami na wewnętrznej stronie jego bicepsa, a także obszar dookoła jego łokcia. Plan był tak aby dodać nowe tatuaże i przyłączyć je do otaczających je obszarów. Nie wiedziałam, czy w domu Billie’go Joe będzie odpowiednia kopiarka/drukarka albo jakiekolwiek narzędzie graficzne, którego używam, dlatego przygotowałam wszystko wcześniej. Łączenie było czymś co miałam po prostu rozplanować na miejscu.

jimmy

Czarno-szara kotwica owinięta rozwianym sztandarem z napisem „St. Jimmy” ładnie wypełniła miejsce na jego ramieniu. Gdy odłożyłam szablon, Billie Joe wpadł na pomysł dodania w tle pirackiej flagi, a ja zgodziłam się, że subtelny wzór materiału powiewającego na wietrze za kotwicą będzie pasował idealnie. Kiedy pierwsza sesja się kończyła, mogliśmy przejść do zadania mniej wymagającego od strony technicznej: do dodawania gwiazdek obtaczających jego łokieć oraz czarnych i szarych róż na prawo od nich. Nie pokazując żadnych oznak bólu, Billie Joe siedział ze stoickim spokojem przez całą sesję. Pracowaliśmy nad bardzo delikatnymi miejscami i byłam pod wrażeniem jego wytrzymałości.

Zbliżając się do końca sesji zeszliśmy na temat muzyki. Rozmawialiśmy o różnych gatunkach muzyki, o grupach, których słuchaliśmy dorastając. Opowiedział mi o tym, jak po raz pierwszy zainteresował się muzyką i porównał występy z przeszłości do tego jak to jest teraz grać dla ogromnych tłumów. Był taki skromny, kiedy mówił o niesamowitych przeżyciach związanych z sukcesem jego zespołu. Zdecydowanie zbyt często, ludziom którzy zdobyli uznanie na taką skalę jak Billie Joe, ego wzrasta tak bardzo, że zabija całą magię. Życie z wdzięcznością za sukces robi o wiele większe wrażenie niż zarozumialstwo kiedykolwiek będzie w stanie.

bjtat2Później zaczęliśmy rozmawiać o wadze oczekiwań, nie tylko oczekiwań fanów, rodziny czy przyjaciół, ale także o oczekiwaniach, które sami sobie stawiamy. Rozmawialiśmy o tym, jak te krytyczne myśli mogą zniszczyć proces twórczy. Często łapię się na zastanawianiu się nad odbiorem mojej sztuki, zanim jeszcze skończę coś robić. „Czy będzie im się podobało jeśli zrobię to w ten sposób?” „Ciekawe co ludzie powiedzą, co pomyślą jeśli zmienię to albo powiem tamto?” „Jak mogę zrobić to lepszym niż tamto, co zrobiłam wcześniej?” „Boję się, że zawiodę ludzi, gdy nie zrobię tego czy tamtego.” Tak dużo zastanawiania się. Za dużo! Spędzamy za dużo czasu na zastanawianiu się, marnujemy za dużo energii pozwalając osobom z zewnątrz i wewnętrznej krytyce dyktować nam co mamy robić, podczas gdy tak naprawdę chcemy tylko, aby nasza kreatywność i inspiracja przez nas przemawiały.

Billie Joe mówił o pewnych lękach, które dochodziły do głosu, gdy nagrywali. Niektórym może się wydawać, że ktoś, kto ma na koncie sukces tego stopnia, nie miewa tego typu wątpliwości. To oczywiście nieprawda. Rozmawialiśmy o tym, że artyści to też ludzie i każdy z nich jest w jakimś stopniu wrażliwy – szczególnie gdy pokazują siebie i swoją pracę światu. Najważniejsze, to nigdy nie zapominać dlaczego robi się to, co się robi, ponieważ z takim nastawieniem nie da się pracować inaczej niż tylko dla siebie i dla tego celu.

Te rozważania zainspirowały mnie i, mam nadzieję, przybliżyły mnie trochę do uwolnienia się od strachu przed sceną oraz samokrytyki, którą na siebie nakładałam, gdy chociaż myślałam o śpiewaniu. Kiedy wreszcie nabiorę dość odwagi aby nagrać to, co obecnie piszę będę mogła mu [Billie’emu Joe] podziękować za podzielenie się swoim spojrzeniem na sprawę i wsparcie, którego potrzebowałam aby wyrazić siebie przez tworzenie muzyki i występowanie.

 

Tłumaczenie: Aleksandra, whirly

Watson

Kiedyś przypominał punka, aktualnie ewoluowała w informatyczną formę korposzczura. Zielonego korposzczura. Grafik amator, czujący miętę do bezpieczeństwa IT. W wolnym czasie zbiera zdjęcia Greena, koncentrując się na skarpetkach i sukienkach Billiego oraz włosach Jasona. Dodatkowo zabija różne stwory w Fereldenie, Temerii i Fearunie.