nmec

„My się właśnie teraz na to nakręcamy”, NME, marzec 2013

Green Day jest głównym headlinerem na Reeding i Leeds 2013. Ale czy po załamaniu Billiego Joe na scenie, jego pobycie na odwyku i kiepsko przyjętej trylogii albumów występ na festiwalu wystarczy aby puścić kiepski rok w niepamięć? Dan Stubbs rozmawia z basistą, Mike’m Dirntem o tym, jak się sprawy mają.
Dla uczestników Readingu 25 sierpnia 2012 nie był najlepszym dniem aby posiedzieć w namiocie i leczyć kaca. O 10:15 Green Day wrzucił na Twittera notkę z potwierdzeniem wszystkich plotek o ich secret show, które rzeczywiście miało się odbyć o 11 tego samego dnia. Tłum ruszył pod NME/Radio 1 Stage, ale chęć zobaczenia gigantów punk rocka była tak wielka, że wiele osób oglądało występ nawet na ekranach przy Main Stage. To, jak mówi basista Mike Dirnt, „wymknęło się spod kontroli. Masa ludzi mnie przeraziła, wciąż przychodziło ich więcej i więcej”.

To secret show było pierwszym punktem programu w kolejnym dobrym dla kalifornijskiego trio roku. Mieli trzy przygotowane do wydania albumy, zaplanowane występy w telewizji na całym świecie i terminarz wypełniony datami koncertów. Ale, jak się okazało, 2012 zamienił się w horror. Mniej niż miesiąc po występie na Reading, 21 września, zespół grał na festiwalu iHeartRadio w Las Vegas, gdzie lider Billie Joe Armstrong wkurzył się, gdy poinformowano go, że grupie została ostatnia minuta na scenie. „Och, pierdolić to!” wrzasnął. „Zagramy, kurwa, nową piosenkę. Pierdolić to. Robimy przerwę. Jedna minuta do końca. Dajecie mi jedną, pierdoloną minutę?” Utrzymywał ten ton przez chwilę, po czym roztrzaskał gitarę i zszedł ze sceny. „Jedna minuta. Bóg kocha was, kurwa, wszystkich”, powiedział. „Wrócimy tu”.

Ale Green Day nie wrócił. Zespół przyznał, że Billie Joe udał się na odwyk od narkotyków i alkoholu. Koncerty zostały odwołane. Tytuł „21st Century Breakdown” praktycznie stał się prawdą. Trzy albumy – samo w sobie ryzykowne przedsięwzięcie, a bez zespołu, który mógłby je promować, sprzedały się dość marnie, nieubłaganie pokrywając się z numerowanymi tytułami. „¡Uno!” poradziło sobie dobrze, „¡Dos!” już gorzej, „¡Tré!” było klapą.

Teraz, gdy Billie Joe skończył odwyk, zespół ma zamiar nadrobić, wszystko co musieli odpuścić. W planach mają kilka dużych imprez – South By Southwest i odsłona dokumentalnego ¡Cuatro!, londyński koncert na Emirates w czerwcu oraz niedawno ogłoszony – głównie ze względów symbolicznych – występ w roli headlinera na Reeding i Leeds. Więc wrócili i od razu są na szczycie. Ale nie można powiedzieć, że wszystko jest pięknie i cudownie. „Granie koncertów po odwyku Billiego naprawdę daje w kość”, mówi Dirnt NME ze swojego domu w Kalifornii. „To gówno nie może przejść bez echa. Ale jesteśmy gotowi, aby na nowo wyjść do ludzi…”

NME: Z perspektywy czasu, czy wydanie „iUno!”, „iDos!” i „iTre!” było błędem? 

Mike: Nie. Patrzę na to w ten sposób – sprzedaliśmy poza tym milion nagrań i zrobiliśmy to dla naszych fanów. Masz tylko jedno życie. Jeśli chcesz marnować trzy lata między każdym nagraniem, ile wtedy albumów Green Day’a byś dostał? Mamy teraz 40 lat, nie chcemy marnować czasu.

Jednak sprzedaż każdego następnego albumu była coraz gorsza.

Szczerze mówiąc, nie martwię się o sprzedaż. Gdyby chodziło o tylko o to, moglibyśmy po prostu iść dalej, powiedzieć „ Nie, Billie, nie idziesz na odwyk” i ciągle grać występy na żywo w telewizji i inne gówna.

Pojawiła się kiedyś myśl, że możesz tak zrobić? 

Nie. Pierwszy raz w życiu znalazłem się w sytuacji, gdzie bałem się o życie mojego przyjaciela. Jesteśmy bardzo zżytym zespołem. Nie chcemy naszego prywatnego życia w tabloidach, ale to było jak najbardziej rzeczywiste.

Co myślałeś tamtej nocy w Vegas? 

Byłem zszokowany. Pierwsze co zrobiłem następnego dnia to zadzwoniłem do Billie’ego i powiedziałem: „Co do cholery, stary? Jesteś w złym miejscu, musisz to poprawić”. I, wiesz, wziął to poważnie.

Widziałeś nadchodzące problemy Billie’ego Joe? 

Tak, można było to wyczuć. To gówniana sprawa, widziałeś, że coś się dzieje, ale nie wiedziałeś, że to dlatego jego plecak przy zakładaniu brzmiał jak dziecięca grzechotka. Jesteśmy zżytym zespołem, ale to osobista sprawa. Nie chcesz zachowywać się w stylu: „Hej stary, co robisz?”. Rozglądasz się wokół i teraz każdy na świecie jest na prochach lub alkoholu.

Jak myślisz, dlaczego tak jest? 

Cóż, w tym zawodzie jest mnóstwo czasu i okazji. Kiedy grasz koncert, imprezujesz po nim i czasami imprezujesz tylko dla zabicia nudy. Więc musisz sobie jakoś radzić. Tak było zbyt długo.

Odwiedzałeś Billie’ego na odwyku? 

Nie, ale wiesz, to było zabawne, po jakimś półtora miesiąca poszedłem na kawę i po prostu wpadłem na niego na ławce niedaleko sklepu z kawą. Myślałem wtedy: „To jak dwóch starych przyjaciół spotykających się na parkowej ławce”. Mam nadzieję, że będziemy tak robić, gdy będziemy mieć po 90 lat.

Jak wtedy wyglądał? 

Wyglądał świetnie, ale jak to mówią, symptomy ujawniają się ostatnie, ale i pierwsze znikają.

Kiedy wrócił do twojego codziennego życia?

Czekaliśmy, dopóki nie wydobrzał. Zadzwonił i powiedział: „Hej, mamy nadchodzące koncerty”. Rozmawialiśmy kilka razy w międzyczasie i wreszcie powiedział: „Wprawmy koła w ruch i ustalmy jakieś koncerty”. Teraz dla nas dobre jest dodanie kilku klubowych występów przed koncertami na arenach w Stanach.

Co robiłeś z całym tym niespodziewanym czasem wolnym? 

Było miło spotkać się z paroma starymi przyjaciółmi, których nie widziałeś wieczność, spędzić trochę czasu z naszymi rodzinami i tak dalej.

Jak wracacie do formy? Robicie dużo prób? 

Nie, nie dużo, jedynie trochę. Staramy tylko rozgrzać się na teraz. Myślę, że zaczniemy albo jutro, albo w poniedziałek, albo gdzieś koło tego, potem zaczniemy ćwiczyć więcej.

Czy niepokoisz się o to, ze Billie powróci do nałogu?

Nie, jest już na dobrej drodze. Chcę powiedzieć, że backstage będzie wyglądał teraz o wiele inaczej niż dotychczas. Będziemy obserwować ekipę, która będzie się kręcić wokół, nie pozwolimy żadnemu idiocie, żadnym pijanym, odurzonym i tym podobnych. Kiedy jesteś w zespole, każdy chce się z tobą napić. Ale jeśli napijesz się ze wszystkimi, umrzesz.

Ostatni raz, kiedy byliście główną gwiazdą na Reading & Leeds, to było prawie dekadę temu. Myślisz, że nadal będziecie headlinerami w następnym dziesięcioleciu? 

Nie wiem. Jeśli dostaniemy taką propozycję za dziesięć lat, bylibyśmy podekscytowani. Granie głównego koncertu to wydarzenie roku dla nas. To taki rodzaj nowego początku i wbicie flagi w ziemię jako trzeciego aktu naszej kariery. Może nie rozpoczęło się to dobrze, ale możesz zebrać wszystko, co dotychczas się wydarzyło w kurs, albo błogosławieństwo. Myślę, ze to błogosławieństwo, bo nie możemy przestać podążać tempem, jaki obraliśmy.

Czy na Reading & Leeds zagracie dużo piosenek z Trylogii? 

Tak, ale my kochamy grać wszystkie nasze piosenki. Kochamy grać „Basket Case” tak samo jak „Stay The Night” z „iUno!”. Wiele kapel porzuca swoje stare nagrania na rzecz owego materiału, ale to nie jest w naszym stylu.

Na ostatniej trasie po wielkiej Brytanii mieliście wyrzutnię koszulek. Macie jeszcze jakieś nowe zabawki? 

Może będziemy rzucać petardki w tłum.

Biffy Clyro po raz pierwszy jest headlinerem festiwalu. Masz dla nich jakaś radę?

Dajcie z siebie wszystko i bardzie się. Będziemy was oglądać.

 

Wspomnienia Green Day z Reading and Leeds 
Mike Dirnt wspomina dawną festiwalową sławę zespołu.

1995

Kiedy graliśmy po raz pierwszy, byliśmy śmiertelnie przerażeni. Pamiętam że graliśmy, a Courtney Love weszła na scenę i próbowała się dołączyć. Powiedzieliśmy jej „Nie, nie możesz wejść w tej chwili, ty już niedawno grałaś.” Ona naprawdę jest mądra osobą, ale wtedy była trochę zagubiona.

2004 

To był rok, w którym po raz pierwszy byliśmy headlinerami i to była dla nas ogromna sprawa. Myślę, że jest to jest wielką sprawą za każdym razem, kiedy grasz na festiwalu z taką historią. To również zaczęło nowy rozdział w naszej karierze. – „American idiot” zostało wydane niedługo po tym.

2012 

To był rok naszego secret show To było ekscytujące. Lubimy zmieniać tępo. Robiliśmy mnóstwo występów na festiwalach i na halach koncertowych wcześniej i w międzyczasie chcieliśmy połączyć to z mniejszym występem i wyrwać się z rutyny.

 

Czarne dni Green Day’a
To secret show na Reading było hitem – ale od tego momentu nic nie szło już dobrze…

25 sierpień 2012 – Secret show na Reading Festiwal. Zespół występuje o 11 przed południem dla stłoczonej widowni.

28 sierpień 2012 – Zostają ogłoszone koncerty w roku 2013 na stadionach w Wielkiej Brytanii, w tym jeden na Emirates Arsenalu z 60,000 miejscami siedzącymi.

3 wrzesień 2012 – Billie Joe Armstrong zostaje przewieziony do szpitala w Bolonii we Włoszech na skutek tajemniczych dolegliwości

21 wrzesień 2012 – Armstrong dostaje furii podczas występu w Las Vegas. W efekcie krzyczy „Nie jestem pieprzonym Justinem Bieberem, wy kurwy” i roztrzaskuje gitarę.

23 wrzesień 2012 – Dwa dni po załamaniu się na scenie, Armstrong rozpoczyna odwyk i walkę z uzależnieniem od środków odurzających.

23 wrzesień 2012 – „¡Uno!” zostaje wydane i debiutuje na drugim miejscu brytyjskich list, sprzedając się w nakładzie 40,000 w pierwszym tygodniu.

26 wrzesień 2012 – Claudia Wright, była żona perkusisty Green Day Tre Coola potwierdza, że Armstrong „dużo” pił przed swoim odwykiem.

29 październik 2012 – Green Day odwołuje pozostałe koncerty aż do lutego 2013 r. „Dobro Billie’ego Joe jest naszą główną sprawą”, móią pozostali członkowie zespołu w oświadczeniu.

9 listopad 2012 – „¡Dos!” trafia do sklepów. Osiąga 10-tą pozycję na Brytyjskiej Liście Albumów.

10 grudzień 2012 – „¡Tre!” zostaje szybciej wydane aby zaspokoić fanów ugodzonych odwołaniem koncertów. Trafia na niskie 31-sze miejsce w Wielkiej Brytanii.

Styczeń 2013 – Billie Joe w końcu kończy odwyk po czterech miesiącach leczenia swojego uzależnienia; następnie zespół potwierdza że powróci do koncertowania w marcu 2013.

Luty 2013 – Green Day ogłasza występ na SXSW w Teksasie oraz premierę filmu dokumentalnego „iCuatro!”, prezentującego kulisy powstawania trzech albumów zespołu.

Marzec 2013 – Billie Joe mówi, że duże ilości alkoholu oraz uzależnienie od tabletek na bezsenność doprowadziły go do „niewiedzy, gdzie obudzi się rano”.

 

Tłumaczenie: Aleksandra, Jaszczurka, Sweet child.

Watson

Kiedyś przypominał punka, aktualnie ewoluowała w informatyczną formę korposzczura. Zielonego korposzczura. Grafik amator, czujący miętę do bezpieczeństwa IT. W wolnym czasie zbiera zdjęcia Greena, koncentrując się na skarpetkach i sukienkach Billiego oraz włosach Jasona. Dodatkowo zabija różne stwory w Fereldenie, Temerii i Fearunie.