tumblr_oc1upkoESl1uzm3jco1_1280

New Day Rising – wywiad z magazynu Kerrang

Są największym punkowym zespołem na świecie. Są zespołem, który ciągle zmienia ludzkie życia. I wrócili.

Po prostu, Green Day powrócił. Cztery lata po trzeciej i ostatniej części trylogii iUno!, iDos!, iTre!, trzy lata po ich ostatniej wizycie w UK, kiedy ich „Heee-jo” rozsadziło Reading & Leeds, i wieczność po incydencie na iHeart Radio Festival, kiedy Billie Joe Armstrong wpadł w szał na scenie (co zaowocowało rozpoczęciem leczenia, by przezwyciężyć problemy z piciem i lekami), największy punkowy zespół świata ma nowy album. I po prostu wydaje się, jakby coś, czego brakowało rockowi, wróciło w pełnej mocy, stanowczo odsuwając wszystkich innych w cień.

Ale Revolution Radio nie jest tylko kolejną zbitką trzech akordów z odrobiną mądrych tekstów i całą masą punka. To Green Day odkrywający na nowo swój urok i pracujący jak człowiek, który dowiedział się, że został mu tylko jeden dzień życia. Pierwszy singiel Bang Bang jest mocnym, szybkim uderzeniem słuszności ze swoim refrenem „I got my Vietnam / I love a lie just like anybody else” i energią w stylu Dookie. Reszta albumu jest podobnie energetyczna, od środkowego palca pokazywanego przez Somewhere Now („I put the riot in patriot”) przez senną nostalgię Outlaws aż po radosny, zwycięski krzyk „Fuck you, I’m from Oakland” w Youngblood, to klasyczny Green Day.

Podczas gdy jego poprzednik ciągnął się i wiał nudą, Revolution Radio jest szybkimi, naładowanymi akcją czterdziestoma pięcioma minutami, w których potępieńcy z Oakland znowu są skupieni i dostarczają ich najlepszy, najbardziej skoncentrowany i najbardziej Green Day’owy występ od czasów American Idiot. A ze światem obserwującym, jak największy Amerykański Idiota ze wszystkich, Donald Trump, ma wielkie szanse zostać prezydentem, z terroryzmem i strzelaninami, z instytucjonalnym rasizmem amerykańskiej policji i z ogólnym poczuciem, że wszystko jest całkowicie popieprzone, Revolution Radio nie mogłoby być wydane w lepszym momencie.

To największy punkowy zespół świata, przypominający wszystkim, jak się tu znaleźli. To Green Day powracający do formy. To Green Day odnowiony.

tumblr_oc1txyQxPM1uzm3jco1_500

Dzisiaj to odmłodzenie dotyka członków zespołu. W hotelowym pokoju z widokiem na pole golfowe gdzieś w Orange Country, rzut kamieniem od Oceanu Spokojnego, gdzie zespół lubi surfować, wszyscy są podekscytowani, w radosnych nastrojach, zachwyceni, że mogą z powrotem zajmować się sprawami zespołu. Kiedy perkusista Tre Cool nastawia klimatyzację, spokojny basista Mike Dirnt parzy dla wszystkich kawę, trio wydaje się być zespołem stworzonym z braci. Podczas gdy niektóre zespoły, rzędu mniejszego niż 1/10 Green Day’a lub niezbliżające się nawet do ich trzydziestoletniego stażu, wydają się być znudzone sobą, i podczas gdy u niektórych zespół jest jedynym, co mają ze sobą wspólnego, Billie Joe, Tre i Mike wydają się ludźmi, którzy autentycznie nie wiedzieliby co zrobić bez siebie. Ponadto wszyscy mają sprężyste kroki, a Billie szelmowski błysk w oku.

„To nagranie zostało zrobione tak, jak powinno,” uśmiecha się. „Z przyjaciółmi.”

„Myślę, że to najlepsza perkusja, jaką Tre kiedykolwiek nagrał,” uśmiecha się Mike, komplementując swojego kumpla z zespołu. „Naprawdę tym razem cieszyłem się z grania z moim zespołem i wspólnej współpracy.”

„To jedne z najlepszych ścieżek perkusyjnych Tre’a, jakie słyszałem i było naprawdę zabawnie obserwować go podczas grania,” kontynuuje Billie. „Czuliśmy się bardzo dobrze w studiu. Myślę, że to świeży start, nowa wspólna rzecz.”

Świeży start był potrzebny. Po incydencie na iHeart Radio i późniejszym kontynuowaniu trasy, Green Day zdał sobie sprawę, że potrzebują przerwy, zanim olbrzymi świat jaki dla siebie stworzyli ich zniszczy. Ponieważ, odkąd przenieśli punk na areny i stadiony, atakując prezydenta American Idiot z sukcesem na poziomie Metalliki, nigdy się nie zatrzymali.

„Myślę, że musieliśmy wziąć długą przerwę i po prostu nie robić nic przez jakiś czas,” rozmyśla frontman. „Sądzę, że ostatnie płyty, sam nie wiem, byłem jakby zakręcony. W mojej głowie to strasznie zamglone, więc nie mogę sobie przypomnieć wiele. Było wspaniale i uważam, że mieliśmy kilka naprawdę świetnych piosenek, ale to… Wiesz, wzięliśmy przerwę. Taką, jakiej potrzebowaliśmy.”

„Nigdy nie siedzieliśmy w miejscu, nawet gdy wróciliśmy do domu, więc zajęło nam bardzo długo, by wytrzymać minutę bezczynności i stwierdzić ‚Okej, więc to tak’,” przyznaje Mike. „Myślę, że wcześniej udawaliśmy, że nic nie robimy, ale nie sądzę, żebyśmy naprawdę się zatrzymali. To był pierwszy raz, kiedy naprawdę nacisnęliśmy hamulce i przez to sprawiliśmy, że teraz naprawdę chcemy powrotu do grania i trasy.”

„To było jak… To upokarzające, powrót ze stadionów do wynoszenia śmieci,” śmieje się Billie Joe. „To zupełnie różne światy. Ale świetnie jest wrócić do domu, być w Oakland.”

To był moment, kiedy Green Day zresetował równowagę między pracą, a życiem i poświęcił uwagę tej części egzystencji, która nie była związana z zespołem. Poza wynoszeniem śmieci, Billie Joe starał się żyć jak normalny członek rodziny.

„Znalazłem największy złom -Forda Falcona z 1962 roku, tylko dlatego, że chciałem przywrócić go do życia,” ujawnia. „Codziennie siedziałem nad nim w garażu. Zdarłem sobie kostki na dłoniach i byłem wkurwiony, ale odrestaurowałem ten samochód. To było fajne. Spędzałem też czas z rodziną, obserwowałem jak moi synowie stają się młodymi mężczyznami i pomagałem mojej żonie w niektórych rzeczach jak choćby Project Chimps czy NRDC [Natural Resources Defense Council], było miło.

W międzyczasie Tre wziął ślub, a Mike musiał zrobić sobie bardziej poważną przerwę od wszystkiego.

„Moja żona przechodziła przez [leczenie] raka piersi” wyznaje. „To trwało osiem czy dziewięć miesięcy i bardzo się cieszymy, że jest już za nami. Nikt nie jest bardziej szczęśliwy, widząc nas z powrotem pracujących i koncertujących niż moja żona.

W tamtym czasie o Green Day’u nie było wiele słychać. Oczywiście zdarzały się sporadyczne rzeczy – występ na gali Rock & Roll Hall Of Fame w zeszłym roku, jubileuszowy koncert w 924 Gilman Street („Przeszliśmy z jednego w drugie – można mówić o zatoczeniu pełnego koła”, uśmiecha się Billie) czy celebrowanie dnia nazwanego na ich cześć w ich rodzinnym Oakland – ale były to pojedyncze zdarzenia. Jednorazowe. Ale przez cały czas „odkąd skończyłem czternaście lat”, Billie Joe Armstrong pisał piosenki. Niekoniecznie na potrzeby albumu lub by pokazywać je komukolwiek. Po prostu piosenki. I pewnego dnia nadszedł ten czas.

„Wiedzieliśmy, kiedy nadszedł czas, by powrócić”, wspomina moment, kiedy poczuł, że ma coś na nowy album. „Napisałem Bang Bang i Somewhere Now i to była ta chwila, kiedy pomyślałem ‚Okej, to chyba jest jakiś kierunek…”

„Tam była po prostu energia” wyjaśnia Mike. „Myślę, że to jest klucz. Mieliśmy fajny, długi urlop i byliśmy gotowi, by zacząć robić muzykę. Billie zadzwonił i powiedział ‚Chyba mam kilka piosenek…’ na co my ‚Cóż, daj znać, kiedy będziesz gotowy się zebrać i pograć.”

Zebrali się we własnym studiu Billie’ego Joe, Otis. To właśnie tam Green Day rozpoczął pracę nad piosenkami, które w rezultacie stworzyły Revolution Radio, a członkowie zespołu odkrywali siebie na nowo.

„Nie wiedzieliśmy nawet, jak tam pracować, bo to malutkie studio” mówi Billie Joe. „Więc byliśmy tam, nagraliśmy pierwszą piosenkę i przyszło mi do głowy ‚No, to brzmi naprawdę nieźle.’. Postanowiłem przywołać własne doświadczenia, czy graliśmy na Emirates Stadium czy na Gilman Street albo jakimkolwiek innym koncercie, czy mieliśmy wolne od tras albo poprzez osobiste sprawy, które się nam przydarzyły, to wyostrzyło nasze zmysły, a na tej płycie szczególnie im zaufaliśmy. W pewnym sensie teraz wiemy, co robiliśmy.”

Frontman porównuje to doświadczenie do tworzenia albumu z Kerplunk z 1992 – „Ale zajęło to znacznie więcej czasu”, uśmiecha się. Zespół produkował go samodzielnie. Mike Dirnt po raz pierwszy wziął lekcje gry na basie, aby poznać nowe sposoby gry. Tre Cool nawet samodzielnie stroił swoją perkusję w studio.

„Nie robiłem tego od czasów Dookie!” przyznaje. „Miałem techników, którzy pomagali i ustawiali mój sprzęt, a teraz sam to robiłem. Zacząłem od prawie podstawowego zestawu. Jeśli masz zamiar upiec bochenek chleba, nie możesz robić tego z przygotowanym wcześniej ciastem. Musisz zrobić je samemu. To było świetne, zmuszało do wczucia się.”

„To była świetna zabawa” kontynuuje Billie Joe. „Napędzała nas atmosfera, którą mogli stworzyć jedynie przyjaciele. Nikt więcej nie składał tego w całość, nikt się nie wcinał. Byliśmy tylko my. Po prostu. Zespoły mają sztab ludzi piszących dla nich piosenki, producentów robiących zbyt wiele. To upośledza cały proces.”

„Po prostu postanowiliśmy,” zwięźle podsumowuje. „Po prostu bądźmy pieprzonym Green Day’em.”

GD_2A4A9455_F

I mamy „pieprzonego Green Day’a”. W ciągu czterdziestu pięciu minut materiału możemy dostrzec echa każdej ery ich kariery. Niedojrzałość Kerplunka, żywiołową gonitwę Dookie, bystre obserwacje i niewygładzoną mądrość Nimroda. Ale świat, któremu wydany zostanie album Revolution Radio jest znacznie odbiegający od tego, w którym poznaliśmy rozpalający, anty-Bushowski, polemiczny American Idiot – tak samo pozostawiony daleko za sobą [świat], kiedy zespół zaczynał trzydzieści lat temu. Pewne momenty albumu zabierają nas do bardzo ciemnego miejsca współczesności; tej, która opisuje prawdziwy świat wokół.

„Bang Bang jest o amerykańskim kulcie broni oraz chorym psychicznie, który przywołuje na myśl Basket Case,” tłumaczy Billie Joe. „To o dzieciaku, który strzelał w Santa Barbara w 2014 roku. Nie chcę tego wykorzystywać do ataku czyichkolwiek rodziców czy rodziny lub czegokolwiek takiego, ale wszyscy wiedzieli o jego zamieszczonym na Facebooku manifeście i tak dalej. Ten narcyzm i zachowanie, przywołujące na myśl chorobę psychiczną, te posty jak dziewczyny go nie lubią, a on się na nich zemści. Można było myśleć: ‚Kurwa, Jezu, on jest chory!’”

„To był konkretny moment sprzed dwóch lat,” kontynuuje. „To jeszcze daleko przed wyborami czy czymkolwiek innym, ale można przypasować to do Donalda Trumpa oraz masowych strzelanin i do kultu broni, który nieprzerwanie wzrasta i jest nieprzewidywalny. Teraz może być o policji, zabijającej Afroamerykanów albo psychopatach, strzelających do policji. Czy to jakiś jebany Batman czy coś innego? A media w swoich relacjach tworzą własną wizję, nakręcają to. To, co napisałem dwa lata wcześniej miało w sobie więcej z metafory, a teraz okazuje się bardziej rzeczywistością. To, jak sądzę, popieprzona przepowiednia Nostradamusa.”

Gdzieś indziej, w Say Goodbye, śpiewa „Pilnie ucz swoje dzieci własnej perspektywy świata.”

„Myślałem o Flint w Michigan (wody okolicznej rzeki zostało skażone metalami ciężkimi i toksycznymi odpadami w wyniku działalności przemysłowej koncernów, przez co doszło do masowych zatruć – przyp. Tłum.) oraz o tym jak postawiono ludzi w dramatycznej sytuacji, gdzie pili wodę zanieczyszczoną toksycznymi odpadami, o tym jak powinni się samodzielnie zjednoczyć i wymusić pomoc na szczeblu samorządowym lub stanowym, który jest tak skorumpowany, że nie mieli zamiaru nawet im pomóc,” wścieka się. „Starali się jedynie chronić własne tyłki. Jak uczyć ludzi, kiedy są głodni lub podtruwani? Ciągle pojawiają się takie sytuacje, aż boli cię od tego głowa. O tym jest ta piosenka.”

Mimo że teksty do wielu piosenek na Revolution Radio powstały zanim Donald Trump w ogóle myślał o Białym Domu, zespół przyznaje, że tematy niepokoju i zmartwienia wobec życia coraz bardziej ekstremistycznego świata pełnego przemocy, mogą być przypisane właśnie jemu. Nie trzeba mówić, że zespół za nim nie przepada.

„Największy problem z Trumpem i jego zwolennikami polega na tym, że im nawet współczuję. Są biednymi ludźmi z klasy pracującej, którzy nie mogą się z niej wydostać. Są olewani, a on żeruje na ich gniewie. Mówi: ‚Nie macie wyboru, jestem jedyny, ja się wami zaopiekuję’. Jest jak cholerny Hitler, człowieku! Nie umiem tego nawet inaczej wytłumaczyć. Mam nadzieję, że przesadzam. Czasami też przesadzam, mówiąc o Bushu, ale z Trumpem… Po prostu nie mogę się doczekać, aż odejdzie”.

Z tego powodu Revolution Radio nie jest zaktualizowanym American Idiot dla świata, w którym, jak mówi Tre: „Kiedyś mówili: ‚O Boże, była strzelanina’, a teraz tylko pytasz ‚Ilu?’ „. Są na nim również piosenki w postaci czystej zabawy, o wolnym, młodzieńczym duchu, a także piosenki, które rozliczają się z odwykiem Billiego.

„Mamy tam również osobiste teksty, jak Still Breathing, który jest być może o przezwyciężaniu problemu z uzależnieniem,” tłumaczy. „O tym, jak ludzie czują się zdesperowani i przechodzą to co dnia, szczególnie z tym wszystkim, co się teraz dzieje. Czy wykorzystanie własnych uczuć w piosence było oczyszczające i pomocne? Tak mi się wydaje. Po tym wszystkim poczułem, że znów mam „pustą głowę”. Było świetnie.

tumblr_oc440co6zn1sm290bo1_1280

Teraz wszystkie koła zębate i przekładki zaczynają działać na nowo w wielkiej Green Day’owej maszynie. „Całkiem nieźle” zmienia się w „zajebiście”, kiedy zespół przygotowuje się do ponownego pokazania światu.

„Czuję się podekscytowany, zaniepokojony i podenerwowany, a zarazem nie mogę się doczekać,” wyjawia Billie Joe na temat nadchodzących miesięcy i premiery albumu siódmego października. „Ale to świetna mieszanka emocji, która nas nakręca. Chcemy bardzo jechać w trasę, której nie mieliśmy latami. Nie możemy doczekać się płyty. To dobrze, że Green Day ma się dobrze i nie chcę myśleć, że mogłoby być inaczej.”

Mike się zgadza. „Ta płyta, każda jej część… Czuję się jak dzieciak grający na wyimaginowanej gitarze. Nie mogę się doczekać koncertów i znajomych twarzy.”

„Nie mogę się doczekać długich podróży autobusami, prób, wywiadów, wszystkiego” dodaje Tre. „Tęskniłem za trasami naprawdę mocno. Czekam na koncerty i wszystko pomiędzy nimi. To świetny sposób  życia”.

Cała ta ekscytacja albumem i tym, w którym miejscu się znajdują aż się udziela. Energia buzuje w pokoju, kiedy o tym mówią.

Mimo ważnych tematów poruszonych na płycie, Green Day wydaje się być szczęśliwy jak nigdy wcześniej. Prawdopodobnie dlatego, że po raz pierwszy mieli możliwość spojrzenia w przeszłość na ich ogromne, wprost nieprawdopodobne dokonania i móc je docenić.

„Wracamy z miejsca, gdzie nas docenili,” zgadza się Billie Joe. „Wydaje mi się, ze nostalgia i wspominanie tego, co się udało, pozwala pozostać zdrowym, o ile się tym nie zachłyśniesz. Wracając do Rock & Roll Hall Of Fame, dzieliliśmy to doświadczenie nie tylko z naszymi rodzinami, ale przyjaciółmi sprzed lat, zespołami jak Operation Ivy. Frontman Rancid, Tim Armstrong, również tam był, jak perkusista i pisarz Aaron Cometbus. Nasz dawny perkusista John Kiffmeyer też. To pozwoliło nam wrócić do tych lat i pomyśleć: ‚Wow, to coś naprawdę wyjątkowego, co mogliśmy przeżyć wspólnie’ i nie ma to nic wspólnego z chciwością. Ponadto przeżywaliśmy to wraz z naszymi fanami…”

„Po Rock & Roll Hall Of Fame pojawiło się uczucie spełnienia, bo przez tyle lat nie mieliśmy czasu na podsumowania” wspomina Mike. „Ciągle brnęliśmy do przodu, zostawaliśmy w teraźniejszości. Wracaliśmy do domu z trasy, a potem ćwiczyliśmy cztery, sześć razy w tygodniu. A kiedy tak przystanęliśmy, dotarło do nas ‚Cholera, ile my już zrobiliśmy!’. Jestem wdzięczny, że mimo tego chaosu, przez jaki przeszliśmy w naszym życiu, czy tego panującego na świecie, mam tych dwóch obok siebie, mogę wejść do studia i nadal robić coś wyjątkowego i znaczącego. To wystarczający powód do wdzięczności.”

„Możliwość stworzenia albumu, będąc napędzanym przez te dobre informacje było czymś, czego wcześniej nie praktykowaliśmy” mówi Billie na zakończenie. „A razem po prostu odpalimy te ‚bomby’”.

I, tak po prostu, Green Day wrócił. Odnowiony, odświeżony i gotowy podbić świat ponownie. Sięgnij po swoje radio i przekręć pokrętło.

 

tumblr_oc1upkoESl1uzm3jco1_1280

Wiadomość od Green Daya… dla ciebie

Billie Joe, Tre i Mike dziękują czytelnikom Kerranga za wszystko.

„Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy nas obserwują, kupują płyty, przychodzą na koncerty. Byliście z nami tak związani, że nie musieliśmy obawiać się, że nas opuścicie, kiedy będziemy potrzebowali nieco czasu dla siebie. A teraz będziemy dawać z siebie wszystko koncertach, z nowymi i starymi piosenkami, z wszystkim, co się z tym wiąże. Nie możemy się doczekać powrotu. To początek ogromnego święta, w którym na nowo się połączymy. To jak jakieś spotkanie rodzinne, ale przynajmniej chcemy się widzieć. Chcemy wyjechać i koncertować. Jesteśmy cholernie podekscytowani, mając taką możliwość.”

„Myśląc o tych wszystkich czasach, czy to osiemnaście lat od Dookie czy od Nimroda, czy od American Idiot, które nadejdzie, jedna rzecz jest wspólna z naszymi fanami. Razem dorastamy, ale z pewnością nie chcemy dojrzeć… a przynajmniej nie tak bardzo!”

 

Źródło: Kerrang Aug 20/16

Tłumaczenie: Jaszczurka, Sweet child

Teksty i tłumaczenia chronione prawnie na podstawie Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r. (Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2016, poz. 666).

Jaszczurka

Twierdzi, że została przeznaczona Green Day’owi w dniu narodzin, ponieważ przyszła na świat w roku wydania Dookie. Kiedy nie wyżywa się literacko, pisząc artykuły na stronę, studiuje medycynę weterynaryjną. Jej życiowy cel to przybicie piątki z Jeffem. Kontakt:

  • Patryk Kruk

    Dzięki za tłumaczenie!