april-3-2013-green-day

„Green Day liczy po hiszpańsku” – „Aquarian” – 3 kwietnia 2013

april-3-2013-green-dayOd wybuchowej ścieżki basowej „Longview” i wstępnego riffu do „Basket Case” do prostej ponadczasowości „Good Riddance”, Green Day posiada szczególne brzmienie, które kulturowo osadziło się w historii muzyki lat ’90.

Są zespołem od 25 lat i ich entuzjazm jest teraz dużo bardziej odpowiedni do ich chaotycznych i zabawnych młodszych odpowiedników z 1987 roku. Główny wokalista/gitarzysta Billie Joe Armstrong i basista/wokalista pomocniczy Mike Dirnt spotkali się jako dzieciaki ze szkoły średniej w Berkeley, Kalifornia, i wraz z perkusistą Tre Coolem założyli Green Day. Wcielili do zespołu gitarzystę/wokalistę pomocniczego Jasona White’a po tym jak koncertował z nimi przez 13 lat.

W swych wczesnych dniach Green Day wyglądał i zachowywał się jak najwięksi „punkowcy”. Ale istotne było, co robili. Będąc sobą, prawdziwymi muzycznymi geniuszami koloru, zdumienia i buntu, zapoczątkowali pewien ruch.

Sprawili, że granie i pokazywanie się stało się w porządku. Tak bardzo, że po zobaczeniu ich teledysku do „Basket Case” w wieku ośmiu lat, wmaszerowałam do pokoju siostry, splądrowałam jej szafę w poszukiwaniu koszulki z „Dookie” i nosiłam ją z dumą, że mogę reprezentować ich w szkole.

Mowa tutaj nie tylko o muzyce, ale też o energii i zaangażowaniu ruchu. O mówieniu tego, czego chcesz. Green Day był i grał przez lata ewolucji muzyki. I niezliczona ilość zespołów została zainspirowana przez ich zdeterminowanie do dawania czadu.

Green Day zrobił „drugie uderzenie” wydanym w 2004 roku „American Idiot”, „rock operą”, która przeniosła ich gniew i bunt na nowy poziom. Został on zamieniony na musical przez reżysera Michaela Mayera i dał Green Day’owi nową przestrzeń do rozpowszechniania ich przesłania.

Tak jak robili wcześniej i robią teraz, mówią do populacji podekscytowanych, żarliwych młodych (teraz już dorosłych) kochających trylogię płytową „iUno!”, „iDos!”, „iTre!” z 2012 roku.

Przechodząc do tematu, Dirnt zarezerwował trochę czasu, by skontaktować się z trasy i opowiedzieć o ich obecnej trasie, wprowadzeniu albumu w jasne światła Broadway’u i pamiętnym występie, który przeniósł ich do sławy po Woodstocku ’94.

 

To wspaniałe, zobaczyć was z powrotem na scenie! Rozpoczęliście światową trasę na początku marca i będziecie w niej przez całe lato. Jakie to uczucie, powrócić do rytmu po pauzie?

Szczerze mówiąc, to fajne. Fajnie jest mieć cel. Fajnie mieć znowu kontakt z fanami. Byli naprawdę wspaniali i wspierali nas przez ostatnie kilka miesięcy.  I, tak szczerze, po prostu dobrze znowu grać na scenie. To tak jak byśmy odpalali po raz kolejny wszystkie cylindry. To jest to, co lubimy robić – grać na żywo.

 

Dobrze wiedzieć! Wracając, występ Green Day’a na Woodstocku ’94 jest jednym z ikonowych momentów tamtych czasów. Z twojej perspektywy, jaką rolę, jeśli w ogóle, miało to w waszym wybiciu się? Jak wspominasz wasze skromne początki?

Skończyłem pisząc pierwsze dwie strony książeczki do płyty CD [na nowy album], ponieważ dla mnie [ten festiwal] był wielkim przeżyciem. Kiedy wchodziliśmy, niektórzy ludzie zaczęli wylewać całą swoją frustrację z siedzenia w deszczu i błocie przez trzy dni, więc na tym koncercie masz ludzi bawiących się świetnie, ale kiedy się zastanowimy, tam było 30 000 osób i była to najbardziej wariacka rzecz jaką wtedy widzieliśmy. Graliśmy koncert i mogliśmy naprawdę złapać kontakt z publicznością, dobrze się bawić i cieszyć się ze wszystkiego. A na koniec koncertu zostałem zatrzymany przez ochroniarza. Tak właściwie to wybił mi zęby i straciłem ich z pięć. Tylko jeden z nich zginął. Wstawiłem sobie resztę, ale on wybił mi trzonowce. To było okropne. Ale dobrą stroną było to, że mogłem się stamtąd wyrwać i zrobiłbym to samo jutro, gdybym musiał.

To był właśnie taki koncert. Zupełnie niezapomniany. Weszliśmy na scenie po Paulu Simonie i innych artystach. Weszliśmy i pomyśleliśmy „O Boże, zabiją nas”. Mogliśmy połączyć się z rozżaleniem publiczności poprzez humor.

 

Byłeś świadomy faktu bycia pionierem punku czy robiłeś po prostu swoje?

Byliśmy na trasie Lollapalooza i supportowaliśmy L7, co pokazuje jak było na samym początku. Ludzie wdzierali się na scenę, powodując pojawienie się ochrony i oczywiście my mieliśmy przez to problemy. Wszystko pędziło z prędkością światła. To był ekscytujący czas dla muzyki ogólnie. Woodstock 94′ zdecydowanie zaznaczył jakieś zmiany, tak jak środek Lollapalooza. Po tych wydarzeniach Green Day cholernie trafił do fanów. Nagle staliśmy się o wiele więksi.

 

Od sprzedania 75 milionów płyt i otrzymania garści nagród Grammy, aż do pojawienia się waszej muzyki na Broadway’u, naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych dla zespołu. Czy ta pozycja celebrytów była waszym największym celem czy był to naturalny wynik rozwoju?

Jako zespół, nawet kiedy Billie Joe i ja byliśmy małymi dziećmi, mieliśmy naprawdę dobrą etykę pracy i spotykaliśmy się codziennie. Najmniej w tygodniu ćwiczyliśmy trzy dni, najwięcej, pięć, sześć dni podczas [nagrywania] ostatniej trylogii płyt, dlatego mieliśmy aż tyle muzyki. Nie dlatego, że próbowaliśmy być najbardziej kreatywnymi ludźmi na świecie, lub, arogancko, byliśmy w modzie. Ten proces naprawdę sprawiał nam przyjemność. Możesz zobaczyć to oglądając „¡Cuatro!”.

Ostatecznie to jest to, co robimy najlepiej. Mamy szczęście, że wcześnie odkryliśmy to, że nie mamy innego wyjścia. To nie było tak, że przestanę grać w Green Day i na chwilę pójdę na Harvard. To było nasze rozwiązanie i zawsze myślałem, że cokolwiek będziesz robić, rób to używając swoich najlepszych zdolności, a jeśli masz szczęście, będzie to to, co robisz najlepiej.

 

Film dokumentalny „Broadway Idiot” jest ciekawym spojrzeniem na przygodę zespołu z Broadway’am poprzez sztukę „American Idiot”. Co wpłynęło na waszą decyzję aby dokonać skoku wiary, podczas gdy Broadway jest taki kapryśny?

Wszyscy mieliśmy te same obawy większe niż większość ludzi, ponieważ „American Idiot” to nasze „dziecko”. Ale napisaliśmy album i piosenki z narracją. Była to luźna narracja przewijająca się przez całość. Zgoda, musieliśmy napisać to tak, aby mogło stanowić całość jako płyta i aby zawierało piosenki, które mogą być grane w radio.

Musieliśmy napisać to w obrębie tych kryteriów aby działało, więc nie było to zbyt linearne. Michael Mayer zwrócił się do nas, po prostu przyszedł z pewnością, a my powiedzieliśmy „Napisaliśmy to wyobrażając sobie wszystko bardzo wyraźnie w naszych głowach”. On chciał zrobić na podstawie tego warsztaty, więc powiedzieliśmy „Nie zniszczą tego, kontynuuj”. Potem pojechaliśmy do Nowego Jorku i zobaczyliśmy dzieciaki przedstawiające to i pomyśleliśmy „To jest wspaniałe, kontynuuj, zrób kolejny krok.” To był powolny proces. Lataliśmy w te i z powrotem do Nowego Jorku jakieś dziesięć razy przez te dwa lata aby poznać ekipę oraz obserwować każdy krok w międzyczasie. Wszystko opierało się na współpracy. Billie z Michaelem napisał libretto i to była nasza kwestia: „nie ingerować, ale nad wszystkim czuwać”. Gdybyśmy byli czymś zaniepokojeni, posłuchaliby nas, ale przez większość czasu naprawdę to łapali. Michael zrozumiał co robiliśmy i złapał narrację płyty oraz zrozumiał muzykę kryjącą się za piosenkami. A kiedy Tom Kitt wpracował nad aranżacjami, był delikatny. Powiedzieliśmy mu, aby ciągnął to dalej. Struktura piosenek i melodie tam były, a oni po prostu je załapali.

To była jedna z tych rzeczy, gdzie słysząc sam pomysł, nie jesteś pewien, ale kiedy go widzisz, kompletnie kupujesz. To jest zakorzenione w naszym świecie. Dla nas to był najlepszy prezent. Jednym z aspektów Green Day dla nas jest to, że nigdy nie zobaczymy Green Day’a na żywo.

 

Green Day gra już od 25 lat, co jest osiągnięciem samym w sobie, ale jeśli jesteś trak długo w tym, to widzisz przemysł muzyczny i drastyczne zmiany w krajobrazie sprzedaży. Jakie są Twoje przemyślenia odnośnie sposobu w jaki fani konsumują dzisiaj muzykę?

Wierzymy w to. Dlatego wydajemy płyty. Inni myślą „Wydajmy [nasze płyty] naprawdę szybko [aby uniknąć przecieków]”, ale to jest ok. Wydajesz coś, co jest świetnie, fani będą na to czekać. Robisz świetną muzykę i to trwa wiecznie, tak właśnie zawsze się czujemy. Taka jest prawda, to dziwne, ponieważ moja córka słucha czegokolwiek od Falling In Reverse czy 2 Chainz po Owl City. Gust muzyczny dzieci jest bardziej zróżnicowany ponieważ w Internecie jest wiele rzeczy w stylu: „jeśli lubisz tamto, polubisz to…”.

Ale nie uważam że jest to bardzo zła rzecz, to jest po prostu inne od tego, w czym ja dorastałem. Musiałem przeszukiwać o wiele więcej sklepów z płytami. Sklepy z płytami teraz znikają. Jesteś podległy temu, kto przynosi płyty – jeśli nie możesz znaleźć ich w popularnym sklepie. Przez kliknięcie przycisku oraz dzielenie się playlistami, możesz bardzo głęboko grzebać i znaleźć te rzadkie nagrania, które kiedyś miałeś, będąc jednym z tych piekielnych DJów, którzy przedtem je dostawali. Obecnie spędzasz godziny przed komputerem i możesz dostać wszystkie te wspaniałe piosenki.

 

Tłumaczenie: Jaszczurka, Magda

Watson

Kiedyś przypominał punka, aktualnie ewoluowała w informatyczną formę korposzczura. Zielonego korposzczura. Grafik amator, czujący miętę do bezpieczeństwa IT. W wolnym czasie zbiera zdjęcia Greena, koncentrując się na skarpetkach i sukienkach Billiego oraz włosach Jasona. Dodatkowo zabija różne stwory w Fereldenie, Temerii i Fearunie.